Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chili. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chili. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 października 2016

Kaczka w sosie sezamowo-ostrygowym

Dawno nie robiłam kaczki w azjatyckich przyprawach. Zatęskniłam też za delikatnym połączeniem sezamu i sosu ostrygowego. W taką pogodę jak dziś, kiedy jest tak zimno i okropnie wieje, chciałam zjeść coś rozgrzewającego. Dla podkręcenia smaku dodałam też jedno chili. Poniższe składniki będą idealne dla 4 głodnych osób. Kaczka wyszła aromatyczna, a zarazem jak na Azję, całkiem subtelna w smaku.


składniki:
2 piersi z kaczki
1 duża cebula
pół cukinii pokrojonej w póksiężyce
500 g pieczarek - dobrze się sprawdziły brązowe z lidla
1 marchew pokrojona w talarki
szczypiorek
sezam
ryż
sok z połowy limonki

sos:
3 łyżki sosu sojowego
4 łyżki sosu ostrygowego
1 łyżeczka oleju sezamowego
1 łyżka sosu sojowo-grzybowego ciemnego
2 cm kawałek imbiru starty na tarce
1 tajskie chili
1 łyżeczka brązowego cukru
3 ząbki czosnku starte na małej tarce

bulion:
200 ml bulionu warzywnego
1 grzyb shitake

Kaczkę kroję w cienkie paski. Marynuję ją w sosie przez około 20 minut. W tym czasie przygotowuję wszystkie warzywa i wstawiam ryż.


Na woku prażę sezam. Gdy się zarumieni dodaję odrobinę oleju kokosowego oraz cebulę pokrojoną w piórka. Gdy lekko się zarumieni dodaję pieczarki pokrojone w plasterki. 


Kiedy trochę zmiękną dodaję cukinię oraz marchewkę. 


Po chwili wlewam kaczkę razem z przyprawami oraz dodaję bulion warzywny, w którym namaczał się grzyb shitake.


Wszystko przykrywam. Gotuję na średnim ogniu co jakiś czas mieszając. Kiedy kaczka jest gotowa (ok. 10 min gotowania) wyłączam źródło ognia i dodaję sok z limonki. Podaję z ryżem i szczypiorkiem.


niedziela, 5 czerwca 2016

Łosoś w paprykowej salsie na ciepło

Często umiejętności kucharskie są oceniane wg kryterium smaku. To faktycznie jeden z ważniejszych warunków, ale dla mnie równie istotna jest świadomość gotowania. Zaczynając od składników, które dobieramy do przygotowywanych przez nas potraw, przez ich łączenie i finalne podanie. Nie czuję satysfakcji w kuchni, gdy zrobię coś na skróty, albo danie jest kiepskie pod kątem makroskładników. Niezwykle ważna jest też kwestia nietolerancji pokarmowych. Nie wszystko co wydaje się być zdrowe może być dla nas dobre.

Lubię łososia, ale jem go bardzo rzadko. Nie znalazłam jeszcze takiego miejsca, gdzie miałabym pewność skąd pochodzi i czy nie najadł się w swoim życiu zbyt dużo chemii ;). Czasem jednak moja wola nie jest tak silna jakbym chciała i ląduje on na moim talerzu. Dziś z batatami i salsą paprykową podaną na ciepło.

składniki:
2 kawałki łososia
1 batat
1czerwona papryka
1 cebula
2 ząbki czosnku
1 pomidor
sól, pieprz, tymianek, oliwa, masło klarowane, sok z cytryny, łyżeczka cukru
odrobina białego wina
łyżka masła
1 chili
1 łyżka przecieru pomidorowego

Łososia myję, osuszam, a następnie skrapiam cytryna, posypuję solą i pieprzem. Odstawiam na bok. 

Batata obieram i kroję w łódeczki. Polewam lekko oliwą, dodaję sól, pieprz, tymianek i wstawiam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na około 30 minut. 

W tym czasie na patelni roztapiam odrobinę masła klarowanego. Wrzucam niedbale pokrojoną cebulę, paprykę, chili, pomidora i czosnek. Czekam aż się pięknie zarumienią i zmiękną. Dodaję przecier, sól, pieprz, cukier oraz masło. Do całości wlewam około pół szklanki białego wytrawnego wina. Gdy wszystko lekko się poddusi, a smaki sobą przejdą, wyłączam źródło ciepła. Całość delikatnie rozdrabniam w robocie kuchennym, tak aby powstały delikatne małe kawałki.

Batat już finiszuje, więc czas na łososia. W zależności od grubości kawałków ryby przygotowuje się go przez 5-8 minut. Na rozgrzaną patelnię grillową dodaję pół łyżeczki masła klarowanego. Układam łososia. Obracam go na drugą stronę, gdy widzę na jego boku do którego miejsca mięso zmieniło swoją konsystencję. Tak, wg mnie ryba to też mięso. :)

Rybę wykładam na talerz, polewam ciepłą salsą, dodaję bataty i lampkę białego Chablis. Ostatnio w Lidlu mają je w bardzo dobrej cenie.






niedziela, 3 kwietnia 2016

Zupa pho to zawsze dobry pomysł

Wietnam od dawna znajduje się na mojej liście miejsc, które chciałabym kiedyś zobaczyć. Głównie z dwóch powodów - zatoka Ha Long i właśnie pho. Czasem przybliżam sobie to miejsce i chodzę na zupę pho do wietnamskiego baru Co Tu skrytego w warszawskich pawilonach na tyłach Nowego Światu. Jedzenie jest tam różne, ale pho dają znakomitą. Miałam tę przyjemność jeść ją w tym tygodniu w zacnym towarzystwie przebojowej kobiety, która niedawno wróciła z Wietnamu. Potwierdziła, że smak jest genialny.

Wczoraj ugotowałam rosół z kaczki. Wyszedł całkiem aromatyczny, ale mi czegoś brakowało. Pomyślałam, że w zasadzie nigdy nie robiłam pho. Tę zupę najczęściej gotują z wołowiny, ale spotyka się też pho z kurczaka czy właśnie z kaczki. Podjęłam wyzwanie i chodzą słuchy, że zatrzymuję fartucha. Właśnie, chyba powinnam sobie jakiś kupić. 


Rosół z kaczki zrobiłam klasycznie. Gotował się na małym ogniu długie godziny. Jak zrobiłam z niego pho? Ano tak.

składniki:
1l bulionu z kaczki
makaron ryżowy
mięso z kaczych ud
chili
3 gwiazdki anyżu
3 łyżki sosu rybnego
3 cm kawałek imbiru
0,5 łyżeczki cukru
czosnek
1 grzyb shitake
szczypiorek
limonka
zabrakło mi kolendry

sos do zupy:
Robiłam go na smak, bo nie znam oryginalnego przepisu. Moj sos składa się z cienko pokrojonych 2 ząbków czosnku, drobno posiekanej chili, octu ryżowego, sosu rybnego, soku z limonki oraz odrobiny wody.

Do garnka dodałam łyżkę oleju kokosowego. Gdy uzyskał odpowiednią temperaturę wrzuciłam anyż, zgnieciony czosnek, zmiażdżoną papryczkę chili oraz ponacinany korzeń imbiru. Pod wpływem temperatury wszystkie przyprawy zaczęły oddawać swój smak, a odrobina tłuszczu stała się idealnym nośnikiem. 


Gdy czosnek się trochę zbrązowił dodałam bulion, sos rybny, cukier i grzyb shitake. Teraz wystarczyło poczekać żeby zupa połączyła smaki gotując się na małym ogniu. Trzeba pamiętać, że nie może się intensywnie gotować, bo inaczej straci swoją klarowność.

Na talerz włożyłam makaron ryżowy i kawałki mięsa z kaczki. Wlałam bulion, posypałam szczypiorkiem i skropiłam sokiem z limonki. Dodatkowy sos dodaje się już na talerzu według własnych upodobań.




sobota, 2 kwietnia 2016

Krem z białych warzyw z chili i łososiem

Od dłuższego czasu chciałam zrobić inną niż zazwyczaj zupę krem. Szukałam połączeń smaków, które na pierwszy rzut oka nie są oczywiste. Jednak gdy lądują na Twoim talerzu, myślisz sobie "ooo, ale to pasuje"! Wpadłam na pomysł, żeby połączyć krem z białych warzyw z chili, wędzonym łososiem, prażonymi pestkami dyni i szczypiorkiem. Zrobiłam test na Romku, który na widok tego wszystkiego stwierdził, że chce tylko zupę. Później patrząc na mój talerz dodał pestki, szczypiorek, a na koniec skusił się na łososia. Skwitował - to wszystko naprawdę do siebie pasuje! 

składniki:
3 l bulionu warzywnego
1 korzeń selera
4 średnie ziemniaki
2 średnie cebule
1 czosnek
1 korzeń pietruszki
kilka plastrów wędzonego łososia
3 tajskie papryczki chili
małe mleko kokosowe
sól, pieprz, odrobina cukru, sok z cytryny
łyżeczka masła

Warzywa obieram i kroję na średnie kawałki, dzięki czemu szybciej się ugotują. 

Do garnka dodaję masło. Podsmażam na nim chili, cebulę pokrojoną w piórka oraz czosnek. Gdy wszystko lekko się zarumieni dodaję bulion i warzywa. Kiedy już wszystkie zrobią się miękkie, blenduję je na krem. Dodaję wszystkie przyprawy. Na koniec powoli wlewam mleko kokosowe. Całość dokładnie mieszam. Zupa jest banalnie prosta i szybka w przygotowaniu. 

Podaję ją z plastrem wędzonego łososia, który pod wpływem temperatury zupy lekko dochodzi. Posypuję całość prażonymi pestkami dyni i szczypiorkiem.



sobota, 19 marca 2016

Łosoś na grzybowym risotto z szafranem

Od dłuższego czasu "chodziło" za mną jakieś risotto. Zawsze chciałam je zrobić, ale jakoś nie było mi po drodze. Dziś jednak nadszedł ten dzień, więc kiedy z szafki wyjęłam paczkę z ryżem to nie było  już odwrotu. Przyznam się. To moje pierwsze risotto.

Pomyślałam, że delikatny smak ryżu dobrze będzie współgrał z grzybami i szafranem. Miały być boczniaki, ale że tych w żadnym sklepie nie było, to zastąpiły je pieczarki. Aromatu miały dodać borowiki, ale że gdzieś się skryły w czeluściach szafki, to pojawiły się suszone grzyby shitake. Miszmasz włosko-azjatyckich smaków ;).

Do risotto dodałam pieczonego łososia i carpaccio z buraka z pesto i płatkami migdałów. Wyszło naprawdę smacznie. Polecam ten dań. ;)


składniki:

risotto
250 g ryżu na risotto
1/3 szklanki białego wytrawnego wina
około pół litra bulionu
szalotka lub zwykła mała cebula
15 pieczarek cienko pokrojonych
3 suszone grzyby shitake 
mielone siemię lniane
sól, pieprz cytrynowy lub kolorowy
2 szczypty szafranu

łosoś
2 porcje łososia
oliwa 
sól, pieprz
sok z cytryny 
2 szczypty brązowego cukru
opcjonalnie zioła prowansalskie

carpaccio z buraka
1 burak
pesto
płatki migdałów

Przygotowuję łosia. Myję go oraz osuszam i wkładam do dwóch kieszonek z folii aluminiowej. Dodaję oliwę, sok z cytryny oraz przyprawy. Gdy jestem prawie w połowie przyrządzania risotto, wkładam rybę do piekarnika na 20 minut na 200 stopni. Kolejne 5 minut piekę z otwartą folią i opcją grill. Po co mi cukier? Ano po to, żeby opruszyć nim z góry łososia. Dzięki temu pięknie się skarmelizuje i nada rybie wyrazisty kolor.

Risotto zaczynam od delikatnego podsmażenia cebuli.


Dodaję pieczarki i smażę je tak długo, aż się zarumienią.


Następnie robię miejsce na patelni i dodaję ryż oraz trochę bulionu. Tyle, aby ryż się w nim pięknie utopił. Dorzucam też suszone grzyby, aby nadały wyrazisty smak. Posypuję szafranem i pieprzem cytrynowym.


Tajemnica przygotowywania risotto polega na tym, że należy je robić bez pośpiechu. Bulion czy wino dodaje się wtedy, gdy pozostała porcja zostanie wchłonięta przez ryż. Risotto jest gotowe wtedy, kiedy ryż jest już miękki, ale w samym środku pozostaje delikatnie twardy.


Tradycyjnie powinnam dodać też parmezan oraz śmietanę, które lekko zagęszczają potrawę i wzbogacają smak. Stwierdziłam jednak, że mój smak jest wystarczająco bogaty i wolę wersję fit:). Poza tym moja kuchnia jest pełna endorfin, a ser czy śmietana są dość pbciążające dla organizmu. Dodałam więc płaską łyżkę mielonego siemienia lnianego, które pięknie spoiło danie.

Wszystko wyłożyłam na talerz. Dodałam do tego cienko pokrojonego buraka - na styl carpaccio, skropiłam pesto i posypałam płatkami migdałów. No i jest :).


poniedziałek, 8 lutego 2016

Jak sprawić, aby poniedziałek był lepszy?

Poniedziałki bywają lepsze, gorsze, ale wciąż pozostają poniedziałkami. Od dłuższego czasu zastanawiałam się jak poprawić sobie humor w ten dzień. Sposobów może być wiele. Na mnie jednak najlepiej działają endorfiny. Te znajduję m.in. w pysznym jedzeniu. Jednym z takich dań jest makaron z anchois. Przepis ewoluował od kilku lat. Najpierw był smaczny, a teraz stał się pyszny i fit, a to jest dla mnie ważne. Lubię małe tradycje. Lubię je pielęgnować. Makaron z anchois jest jedną z nich. Regularnie, co poniedziałek od prawie 2 lat.

składniki:
ok. 200 g makaronu - zazwyczaj pełnoziarnisty czy tagliatelle
puszka tuńczyka w sosie własnym
opakowanie anchois ok. 120g, gdzie masa ryby to 80g (dobrze też spisują się anchois helskie w oleju, wtedy biorę dwa opakowania)
3 garście rukoli
sok i skórka z jednej cytryny 
5-7 ząbków czosnku
2-3 małe papryczki chili lub łyżeczka chili w proszku
3 łyżki sosu rybnego
parmezan

Wstawiam wodę na makaron i gotuję zgodnie z opisem na opakowaniu. W tym czasie siekam czosnek, chili i jedną garść rukoli. Ścieram na tarce skórkę z cytryny i wyciskam z niej sok. 

Na woka wlewam olej z anchois. Gdy się rozgrzeje dodaję chili, czosnek. Czekam aż się zarumienią. Po chwili dodaję anchois i pozwalam się im rozpłynąć. Gdy osiągną temperaturę, dodaję cytrynę (sok i skórkę) tuńczyka i mniej niż pół szklanki wody z gotującego się makaronu. Kiedy całość ponownie osiągnie temperaturę dodaję garść pociętej rukoli i sos rybny. Na koniec dorzucam odrobine starkowanego parmezanu.

Po chwili do sosu dodaję ugotowany makaron. Wszystko dokładnie mieszam. Wykładam na talerze. Dodaję na górę garść rukoli i jeśli mam parmezan, to on ląduje na samej górze. Całość kończę świeżo mielonym pieprzem.

 A jaki jest Wasz sposób na poniedziałek? Mój pomaga nawet na Blue Monday :)

Poniżej zdjęcia z poniedziałkowego obiadu w Chorwacji, w czerwcu zeszłego roku. Jak widać nie miałam parmezanu, ani nawet tarki, więc ratowałam się pokrojonym serem :).






sobota, 23 stycznia 2016

Pad Thai - jedno z najprostszych dań kuchni tajskiej

Kuchnia tajska nie jest skomplikowana, a Pad Thai jest jednym z najprostszych dań, które w niej znajdziecie. Co ciekawe jego wersji jest mnóstwo. Oczywiście trzymają się głównych wytycznych, ale każdy w tym daniu zostawia trochę siebie. Moją wersję przedstawiam poniżej. Może kiedyś zrobię to danie z Tajem i mój przepis ulegnie kolejnym przemianom. Kto wie :)

Do tej pory najlepszy Pad Thai jaki jadłam, przygotowywała dla mnie Tajka na Khao San Road - jednej z najbardziej znanych ulic w Bangkoku. Był też zarazem najtańszym, bo kosztował 6 zł. Za podwójną ilość krewetek musiałam dopłacić 2 zł. Porcja była już tak duża, że bałam się pytać, co bym dostała za dychę.

składniki:
garść orzechów ziemnych
1 jajko
mały kawałek imbiru rozdrobniony na tarce
4 ząbki czosnku
3-4 tajskie papryczki chili
1 limonka
kawałek cukru palmowego
pół opakowania kiełków fasoli mung
olej archaidowy lub z orzechów włoskich
200 g makaronu ryżowego, wstążki
15 krewetek
świeża kolendra
3 łyżki sosu sojowego
6 łyżek sosu rybnego (prawda jest taka, że wlewam sos na tzw. oko ;))

Na rozgrzany wok dodaję olej. Po chwili wrzucam czosnek, chili oraz imbir, które mieszam przez jakiś czas, aby połączyły swoje smaki. Dodaję sos rybny, sojowy, a także cukier palmowy. Gdy cukier się rozpuści wrzucam krewetki, które łączę z powstałym w woku sosem. Po chwili przesuwam wszystko lekko na bok i wbijam jajko, które rozlewam po woku i delikatnie mieszam. Po chwili łączę z resztą składników. Dodaję odrobinę wody z makaronu oraz sam makaron, który wcześniej ugotowałam. Mieszam aż całość dobrze się połączy. Wyciskam na wszystko sok z limonki i dodaję kiełki. Posypuję potłuczonymi w moździerzu orzechami i dodaję świeżą kolendrę.


Poniżej posmakujcie trochę Tajlandii

Street food
#nofilter

Makarony m.in. do Pad Thai
Tak się go przyrządza
Gdy jest za ostro, to można napić się wody z kokosa 
I jeszcze kilka obrazków z krainy uśmiechu. Wykonałam je w 2012 roku. Chyba pora wyruszyć po nowe :)
Jak Wam się podoba?

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Krewetkom nie umiem powiedzieć nie

Ostatnio bardzo często pojawiają się u mnie tajskie smaki. Tak, to prawda - tęsknię za Bangkokiem i kuchnią tamtejszych ulic. Te krewetki też miały skończyć w mieszance sosu rybnego, sojowego i innych kafirów. Stwierdziłam jednak, że pora wybrać się do Włoch. Zabrałam ze sobą polskie, żytnie bułki, skoro już zrobiło się tak kosmopolitycznie.

Krewetki w bazylii

składniki:
• 500 g krewetek
• 100 ml oliwy
• pęczek bazylii lub innych ziół (bardzo lubię pietruszkę)
• 3-4 ząbki czosnku
• 1 papryczka chili
• 0,5 łyżeczki soli

Krewetki umyłam, obrałam i skropiłam cytryną. Odstawiłam na bok. Do miski wlałam oliwę, dodałam bazylię i resztę przypraw. Wszystko potraktowałam blenderem. Krewetki ułożyłam w naczyniu żaroodpornym, zalałam marynatą i odstawiłam na 10 minut. Pieczenie jest bardzo proste. Gdy oliwa bulgocze - krewetki są gotowe! Tyle! Oliwa musi bulgotać na całości naczynia, nie tylko po bokach. Nie musisz myśleć ile masz krewetek, czy były bardzo ziemne czy cieplejsze. Nic. Oliwa bulgocze to znak. Dasz im jeszcze minutę, może dwie jeśli bardzo chcesz i tyle 🤍. Zawsze są w punkt 🤍 pieką się w 200 stopniach w opcji grill. 

Możesz je podać z sałatką i ulubionym pieczywem. 

Bułki żytnie

składniki:
• 100 g mąki kukurydzianej (można dać więcej, aby bułki były lżejsze. Myślę, że dobrze by też wyszły z mąką ryżową)
• 400 g mąki żytniej (razem mąka ma stanowić 500 g, więc jeśli wyżej dajemy więcej, to tej naturalnie mniej)
• 1 łyżeczka soli
• 300 g ciepłej wody
• 40 g oleju
• pół łyżeczki cukru
• 20 g drożdży

Wszystkie składniki mieszam ze sobą i wyrabiam ciasto. W idealnym świecie, gdy jest już pięknie wyrobione, to odstawiam je na 30 minut. Teraz powtórka z rozrywki - piękne bułki znowu leżakują 30 minut. Następnie lądują na 30 minut w piekarniku nagrzanym do 200 stopni.

Całość podaję w taki sposób.
 
Wcześniej krewetki leżakują chwilę w takich okolicznościach przyrody ;)


niedziela, 6 grudnia 2015

Wegańskie pancakes na śniadanie

Szukam cały czas pomysłu na smaczne śniadanie dla całej rodziny. Takie, aby każdy z nas mógł je zjeść, a w idealnej opcji, żeby było jeszcze smaczne. Zdecydowanie łatwiej jest robić na raz jedną rzecz, tym bardziej rano. Dziś było idealnie. Jedno śniadanie, wszyscy najedzeni i zadowoleni. Wytrawne pancake na słodko z domowym masłem migdałowym i musem gruszkowo-malinowym.

składniki:
1 szklanka mąki (1/4 szklanki mąki gryczanej, 3/4 szklanki mąki kukurydzianej - kolejne spróbuję zrobić z mąki kasztanowej)
1 łyżeczka brązowego cukru
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
1/3 łyżeczki cynamonu
1/4 łyżeczki kurkumy
1/4 łyżeczki kardamonu
1 szklanka mleka ryżowego
1 łyżka wody
3 płaskie łyżki oleju kokosowego
można też dodać wanilię (nie dodaję cukru waniliowego, bo on waniliowy jest tylko z nazwy ;)).

W misce mieszam mąkę, cukier, proszek do pieczenia i przyprawy. W drugiej misce mieszam wodę z mlekiem i olejem (1 łyżka). Do suchych składników dodaję mokre i niedbale mieszam. Nie przejmuję się grudkami.
Na patelni rozpuszczam 2 łyżki oleju kokosowego i dodaję do ciasta. Mieszam też niezbyt dokładnie. Odstawiam ciasto na chwilę na bok, a w tym czasie szykuję dodatki.
Placki smażę na średnim ogniu, na resztce oleju, który został na patelni. Nie dodaję już później tłuszczu. Z tej ilości wyszło mi 12 placków.


sobota, 19 września 2015

Jak w 3 minuty z zupy dla niemowlaka zrobić orientalny krem?

Kupiłam piękne dynie hokkaido. Dwie małe. Pomyślałam - upiekę je i zrobię zupę krem dla Gutka. Okazało się jednak, że dwie niepozorne dynie to bardzo dużo. Zupę, a nawet dwie, zrobiłam z jednej.

Krem z dyni dla niemowlaka
jedna dynia hokkaido
włoszczyzna
cebula
pół czerwonej papryki
3 małe ziemniaki
czosnek
oliwa
tymianek, ziele angielskie, liść laurowy
sok z cytryny
plus mięso z królika

Gotuję bulion warzywny. Dodaję paprykę oraz ziemniaki i przyprawy w postaci ziela angielskiego i liścia laurowego. W tym czasie w piekarniku piekę dynię. Przecinam ją na pół i smaruję oliwą. Spędza ona tam ok. 30 minut w 200 stopniach. 
Gdy warzywa zmiękną, dodaję do nich upieczoną dynię oraz sok z cytryny i blenduję na krem. 
Patrzę na garnek. Wiem, że jak gotuję zupę to zawsze wychodzi mi jej więcej niż zakładałam, ale 4 l kremu z dyni to lekka przesada, szczególnie dla niespełna rocznego dziecka ;). 
Rozlewam więc zupę na dwa garnki. Do niemowlęcej dodaję tymianek i wcześniej ugotowane mięso z królika. 
W drugim garnku w 3 minuty powstaje orientalny krem z dyni. Dodaję:
małe mleko kokosowe
sok z jednej pomarańczy
1 łyżkę pasty curry
chilli
świeżą kolendrę
oliwę pomarańczową
sok z limonki
odrobinę cukru palmowego
3 łyżki sosu sojowego i rybnego
kilka listków limonki kafir







wtorek, 8 września 2015

Japonką nie jestem, ale sos teryjaki zrobię

Wymyśliłam, że zrobię dziś kurczaka w sosie teryjaki. Dawno nie robiłam nic japońskiego, a zatęskniłam za tymi smakami. Kupiłam więc rzeczonego kurczaka, kiełki fasoli mung i kolendrę. Zabieram się za gotowanie i nagle pojawia się dość istotny problem. Nie mam sosu. No tak. Płynie we mnie jednak polska krew, czyli wersja "ze mną się nie napijesz?", zmieniła się w "a co, ja sosu teryjaki nie zrobię"? ;) Wiele lat temu zajmowałam się PR sieci japońskich restauracji, dlatego temat nie był mi obcy.  Było to jednak dawno, dlatego pamięć musiałam odświeżyć. Myślę - sos sojowy mam, miód też, imbir się znajdzie ... I nagle ... przecież nie mam sake! Jest gorzej niż myślałam, bo nawet wódki nie mam! W tych oto dramatycznych okolicznościach powstała moja wersja sosu teryjaki. Z bourbonem. Resztka tego trunku znajdowała się w domu.

sos teryjaki:
sos sojowy - ok. 1/3 szklanki - ja robię na oko - smak i konsystencja musi mi się zgadzać
miód - 3 łyżki - akurat miałam gryczany
czosnek - 4 ząbki - przeciśnięty przez praskę
imbir świeży, starty - ok. 2 cm
olej sezamowy do smaku
odrobina cukru palmowego
2 łyżki bourbonu
1 płaska łyżeczka mąki pszennej wymieszanej w 1/4 szklanki zimnej wody

reszta składników:
pierś z kurczaka
kiełki fasoli mung
kolendra
sezam
limonka
ryż

Na suchy wok wrzuciłam sezam, żeby go lekko uprażyć. Ostatnio ten smak pasuje mi wszędzie. Czasem pasjonaci gotowania prażą nasiona na tłuszczu. Jest to jednak zbyteczne, gdyż nasiona mają własny tłuszcz, który wydziela się pod wpływem ciepła. Wystarczy jedynie pilnować, aby się nie przypaliły. 
Po chwili do sezamu dodaję składniki sosu w kolejności jak wyżej. Na sam koniec dolewam bourbon i po chwili wodę z mąką, całość energicznie mieszając. Sos robi się ciemny, lekko gęstnieje. Wtedy dodaję pokrojonego w paski kurczaka. Mieszam łącząc go z sosem. Przykrywam na ok. 5 minut. Na ostatnie dwie minuty dodaję kiełki fasoli mung. Skrapiam całość sokiem z limonki. Gdy danie jest gotowe posypuję je świeżą kolendrą (może być też bazylia) i młynkiem chili plus sól morska. Podaję z ryżem.